Marvel T&A #3

2010-07-24 19:59:41 - Hotaru - źródło: ComicBookResources

picture
Konwent w San Diego nie powstrzymał Toma Brevoorta przed przygotowaniem kolejnej odsłony kolumny T&A. Jak redaktor poradził sobie bez wsparcia Axela Alonso?

Ostatnimi laty z dwójki redaktorów to Alonso udaje się do San Diego. Dzieje się tak, ponieważ wielu ze scenarzystów komiksów z linii X-Men, którą kieruje Alonso, mieszka na zachodnim wybrzeżu, i jest to dobra okazja do x-szczytów, podczas których w burzach mózgów wyłaniają się historie na kolejne miesiące i lata.

Tymczasem, w siedzibie Marvela w Nowym Jorku, czas konwentu do chwila odetchnienia od telefonów i e-maili. Wszyscy wiedzą, że najważniejsze osoby są w San Diego, więc tam kierują swą uwagę, dzięki czemu pracownicy biura mogą skupić się na bieżących zadaniach, takich jak czytanie scenariuszy czy planowanie.

Wydawca jest świadomy, że sprzedawcy czasami narzekają, kiedy wiele tytułów należących do jednej rodziny (np. Avengers czy X-Men), wychodzi w jednym tygodniu. Woleliby, by pojawiały się rozłożone równomiernie na każdy tydzień miesiąca. Jeszcze kilka lat temu tak to wyglądało. Zmiany zostały podyktowane tym, że większości artystów narysowanie jednego numeru zajmuje sześć do siedmiu tygodni (najszybszym zajmuje to 3-4 tygodnie, wolniejszym nawet 8-11). Mówimy tu o porządnej robocie, bez artystów gościnnych uzupełniających kilka stron czy kompromisów co do jakości. Dlatego teraz, kiedy rozpoczyna się nowa historia, czy też nowa miniseria, wydawca stara się, by pierwszy numer wyszedł w pierwszym tygodniu miesiąca, a kolejne w pięciotygodniowych odstępach. Dzięki temu 4 numery ukazują się w czterech miesiącach, ale zespół jakoby zyskuje dodatkowe 3 tygodnie, dzięki czemu może dopieścić swoje dzieło. Ale przez to zsynchronizowanie tytułów z poszczególnych linii staje się trudniejsze, a kiedy w grę wchodzą nieprzewidziane opóźnienia - niemożliwe. Do tego dochodzi fakt, że w Marvelu okresy rozliczeniowe to kolejno miesiąc, kwartał i rok. Oznacza to, że tytuł zaplanowany w księgach na luty musi wyjść w lutym. Powoduje to częste nagromadzenie dużej ilości wydawanych tytułów w ostatnim tygodniu miesiąca - bo po prostu nie można ich przesunąć jeszcze później.

Marvel eksperymentuje ze sposobami wydawania tytułów o postaciach, które nie radzą sobie najlepiej na rynku. Wydawca wie, że większość z nich ma potencjał i oczywiście chce go wykorzystać, ale tu pojawia się problem. Niska sprzedaż danego tytułu to straty dla firmy, ale nie wydając niczego o danej własności, na pewno nie osiągnie ona swego potencjału. Dobrym przykładem jest Atlas. Zespół najpierw pojawił się w miniserii, potem dostał serię, która przetrwała 12 numerów, historie wspomagające w innych tytułach, dwa projekty "Atlas vs." i w końcu znów krótki własny projekt. Brevoort zastanawia się nad powrotem do formy miesięcznych magazynów, prezentujących kilka różnych historii, podobnie do Tales to Astonish. Ale problemem jest znalezienie dwóch pasujących do siebie i uzupełniających się nawzajem fabuł, które trafiłyby do szerokiego odbiorcy. Bo nie można powrócić do modelu z lat 60-tych, gdzie drukowało się mnóstwo, a potem 2/3 przerabiało na makulaturę. Teraz sprzedawcy chcą mieć pewność, że komiks odniesie sukces, inaczej go nie zamówią w dużych ilościach. A jeśli nie zamówią go w dużych ilościach, wtedy źle będzie wyglądał na listach sprzedaży, co przełoży się na jeszcze mniejsze zamówienia w kolejnym okresie i wydawca go zakończy - to samospełniająca się przepowiednia.

Naturalnym jest, że Dom Pomysłów próbuje korzystać na promocji, jaka się odbywa przy okazji filmów pełnometrażowych. W przyszłym roku debiutują filmy o Thorze i Kapitanie Ameryka, a już wydawca zapowiedział wysyp tytułów skupiających się na tych postaciach. Ale nie chodzi tylko o "zbicie łatwej kasy". Marvel wie, że gdyby poszedł tą ścieżką, to zraziłby potencjalnych klientów, którzy zachęceni filmem mogliby zacząć regularnie kupować ich komiksy. Dlatego każdy tytuł ma być wyjątkowy i trafiać do innego odbiorcy - dzieci, nastolatków, nawet dorosłych, poszukujących w komiksach humoru bądź akcji, a może obydwu. Problemem jest, by odbiorca trafił właśnie w skierowany do niego projekt i aby przy dużej ich liczbie zachować wysoką ich jakość. Co więcej, wydawca stara się, by w miesiącu premiery filmu w regularnych tytułach danej postaci rozpoczynała się nowa historia. Dzięki temu nowemu czytelnikowi łatwiej jest zanurzyć się w fabułę.

W filmie to Steve Rogers będzie Kapitanem Ameryką, ale nie spowoduje to, że w komiksach Bucky przestanie piastować tę funkcję. Kiedy Ed Brubaker przekazywał tarczę Bucky'emu, wszyscy spodziewali się, że będzie to tylko tymczasowe, ale Steve pozostał martwy dłużej niż z początku planowano, a przez ten czas czytelnicy polubili nowego Kapitana. Dopóki więc będzie można opowiadać ciekawe historie o Buckym jako Kapitanie i Steve znajdzie swoją niszę, i dopóki czytelnicy będą tym zainteresowani, nie będzie w tej materii większych zmian.

Z racji filmu "Thor", Sif zacznie być bardziej widoczna w komiksach Marvela.

Nie ma większych planów co do obsady Captain Britain and the MI:13. Pojawią się oni w one-shocie Spitfire, a potem Blade będzie miał własny one-shot w ramach "Curse of the Mutants". Potem się zobaczy.

Julia Carpenter, po przemianie w nową Madame Web, będzie pojawiała się na łamach tytułów o Pająku tak często, jak oryginalna postać o tym pseudonimie... no, może trochę częściej.
  • Dodaj do:
  • wykop.pl