Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Deadpool tom 7 Deadpool leci Szekspirem

To już siódmy tom drugiej serii wydanej w naszym kraju o przygodach wyjątkowego Pyskatego Najemnika, który podbił serca czytelników. I w sumie nic w tym dziwnego, jego perypetie to czysta (chociaż niekiedy wątpliwa) rozrywka, pozwalająca czytelnikowi się po prostu odmóżdżyć. Właśnie takim odmóżdżaczem (acz wątpliwym) jest właśnie siódmy tom serii „World's Greatest”. Jednak trzeba przyznać, że Duggan stara się jak może aby czytelnika nie tylko zaskoczyć ale i w pewien sposób zaspokoić. Z jakim skutkiem?

Jak wiemy z poprzednich opowieści o Deadpoolu, ma on obecnie drobne problemy małżeńskie i mimo swojego gamoniostwa oraz tendencji do psucia wszystkiego, stara się to naprawić i dalej trwać u boku Shikli. A jaki dzień najbardziej nadaje się do wyznawania miłości i poprawy relacji uczuciowych? No właśnie, walentynki. W pierwszej historii spędzimy więc święto zakochanych z Deadpoolem i jego żoną... A gdzie tam! Myśleliście że to będzie ckliwa historia o miłości? Wade wraca do swojej opuszczonej bazy i znajduje tam serduszko, a w nim... ludzkie serce! Ustalenie tożsamości ofiary spada na mechaniczne ramiona Preston, a sam Wilson i Shikla idą na randkę... która kończy się w łóżku i ucieczką Deadpoola, który dostaje cynk na temat tego, kim była ofiara. To może mu pomóc w dorwaniu Madcapa. Okej, fajnie że scenarzysta nie porzucił wątku Madcapa i jego postacią rzuca Wilsonowi kłody pod nogi, jednak taka jednozeszytowa opowieść niezbyt wiele wnosi do całego konfliktu. Ot krótkie śledztwo a i tak Wade nie zbliża się do złapania (lub też zabicia) przeciwnika. Na pewno nie brakuje tu humoru... szczególnie gdy Wade rzyga na widok serca pośród czekoladek i stwierdza, że szkoda by łakocie się zmarnowały. No i troszkę – jeśli chodzi o polskie wydanie – tekst o tym gdzie „zgina się dziób pingwina” jako komentarz do Shikli pokazującej Wade'owi środkowy palec jakoś mi nie przypasował. Rozumiem, że ma być zabawnie i na ile się da słownictwo ma być przeniesione z naszego rodzimego podwórka, no ale troszkę tu coś nie gra.

Kolejna historia jest jakby nawiązaniem do wydarzeń z „Kapitan Ameryka: Steve Rogers” (wydanego u nas dość niedawno) i jeden z pierwszych kadrów jest od razu spoilerem tej opowieści jak i nadciągającego wielkimi krokami Tajnego Imperium. Ale nie spoilerujmy... Steve Rogers, który teraz jest szefem S.H.I.E.L.D. wzywa Deadpoola do pomocy z kilkoma (niby) Kapitanami z przyszłości? Wszyscy chcę jednego: zabić Kapitana z teraźniejszości bowiem stanowi on zagrożenie dla przyszłości – a ich teraźniejszości. I przyświecają im w sumie jasne i wyniosłe cele: wolność, sprawiedliwość... oraz porno! - bo ma być zakazane za sprawą rządów Rogersa. No i kończy się to oczywiście rozpierduchą w której bierze udział Wade oraz Kapitan. Agent Phil Coulson jest świadkiem większości tych wydarzeń i końcówka starcia z wędrowcami w czasie sprawia, że Phil zaczyna mieć pewne wątpliwości w stosunku do weterana II wojny światowej. Co zachwiało jego wiarą? Przekonacie się sami, gdy przeczytacie ten komiks. Okej, tu już było lepiej niż w poprzedniej historii. Czytelnik co prawda dowie się, że z Rogersem jest coś nie tak i może to go skłoni do sięgnięcia po serię „Kapitan Ameryka: Steve Rogers” a potem po „Tajne Imperium”. Oczywiście mamy tu napięcie, zwroty akcji i ciekawe zakończenie, jest dynamicznie i wiemy, że jeszcze poznamy ciąg dalszy. Chociaż bardziej ciekawy jestem finału opowieści Wade vs Madcap. Okej, humor w tej historii był i nieźle się uśmiałem, gdy Wilson mówi do kupki popiołu per ciociu Beru (mrugnięcie okiem do fanów Star Wars!). Również tłumacz miał nie lada wyzwanie, bo Wade jak zwykle ma niewyparzony i kłopotliwy język. Wspomniana wyżej kupka popiołu również zostaje nazwana „ash-hole”, co jest grą słów nawiązującą do słowa „asshole” i przyznam, że tłumacząca ten tom Paulina Braiter miała nie lada wyzwanie. Ale wybrnęła z tego idealnie.

Trzecią i ostatnią historią wchodzącą w skład tego tomu jest tytułowa przygoda w stylu Szekspira. Tym razem za scenariusz odpowiada nie Duggan lecz Ian Doescher, który popełnił... No kurczę, potworka. Nie ukrywajmy, wrzucenie Wade'a do czasów Hamleta, Romea i Julii i innych dzieł Szekspira może i jest ciekawym pomysłem, lecz tym razem się on nie sprawdził. Trochę to wygląda tak, jakby powoli im się kończyły pomysły na Deadpoola i piszą, co im ślina na język przyniesie. Owszem, historia jest abstrakcyjna i idealnie pasuje do Wade'a Wilsona, jednak ja osobiście jej nie czułem. Jest lekko, jest sympatycznie no ale czegoś mi tu brak. Dość dobrze się bawiłem czytając ten komiks, jednak traktuję go jak typową zapchajdziurę. Można ją przeczytać, ale jak tego nie zrobimy to oczywiście nic się nie stanie.

Słowem podsumowania: siódmy tom przygód Deadpoola to jednak średniak. Ilość stron nie powala na kolana, trzy zeszyty wchodzące w skład tego tomu są każdy z innej parafii, każdy traktuje o czymś innym. Okej, autorzy bawią się koncepcjami, pomysłami, próbują zaskoczyć i udaje im się w ten sposób stworzyć tom będący szybką i lekką rozrywką, lecz niczym więcej. Nie ma tu efektu wow, nie ma rzeczy, które sprawią, że zastanowimy się nad tym czy owym. Ot przeczytać i sięgnąć po kolejną lekturę. Na szczęście graficznie nie ma tragedii, polska wersja językowa również – jak zwykle – na wysokim poziomie. Jest dobrze, ale mogłoby być lepiej.

Dengar

Deadpool tom 7 Deadpool leci Szekspirem
scenariusz: Gerry Duggan, Ian Doescher
rysunki: Scott Hepburn, Salva Espin, Sean Izaakse, Bruno Oliveira
tłumaczenie: Paulina Braiter
liczba stron: 108
cena z okładki: 39,99 zł
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.